Od 12 m² do studia marzeń. Wywiad: Edyta Michalak z Pilates Art Studio Częstochowa
Większość podręczników biznesowych powtarza te same reguły: musisz mieć duży kapitał na start, dopasowywać ofertę pod masowego klienta i nigdy nie stawiać barier wejścia, by nie tracić zysków. Edyta Michalak, założycielka Pilates Art Studio w Częstochowie, zrobiła dokładnie na odwrót.
Gdy odmówiono jej dofinansowania, a marzenie o własnym reformerze stanęło pod znakiem zapytania. Z pomocą przyszli pierwsi podopieczni – wykupując pakiety treningowe z góry i stając się fundamentem jej działalności. Zaczynała w niewielkim pokoju o powierzchni 12 m² z jedną maszyną. Dziś prowadzi przestronne studio z pełnym parkiem maszynowym i konsekwentnie odmawia natychmiastowego wpuszczania nowych osób na zajęcia grupowe bez wcześniejszego, dwumiesięcznego przygotowania indywidualnego.
W poniższej rozmowie Edyta opowiada o determinacji, budowaniu lojalności podopiecznych, pracy ponad siły, strategii rozwoju studia pilates, która przyniosła wymarzony sukces, oraz o tym, dlaczego technika i zrozumienie ciała zawsze powinny stać wyżej niż szybki zysk. Zapraszam do lektury!
[Iza] Czy można otworzyć dochodowe studio pilatesu nie mając na starcie własnego kapitału? I czy odważyłbyś się odmówić klientom, którzy chcieliby przyjść do Ciebie na grupę, bo nie przeszli przez dwumiesięczne indywidualne szkolenie? Moja dzisiejsza rozmówczyni zrobiła i jedno, i drugie. I w tym momencie w Częstochowie prowadzi świetnie prosperujące studio pilatesu. Witam serdecznie Edytę Michalak z Pilates Art Studio. Edyta, dzisiaj siedzimy w pięknej przestrzeni, jednak wiem, że nie tak zaczynała się Twoja droga. Możesz nam o tym opowiedzieć?
[Edyta] W wersji krótko czy w wersji długą? Pokrótce. Zaczynałam od innych form ruchu niż pilates, w sensie szkoliłam się z fitnessu, z bodyArtu, spędziłam troszeczkę czasu na siłowni. Natomiast mój kręgosłup nie był w zbyt dobrym stanie i na całe szczęście trafiając na sprzęty była to wersja terapeutycznego pilatesu, z którą się zetknęłam i w tej wersji się zakochałam. Natomiast na tamten moment byłam osobą, która prowadziła treningi na siłowni, nie miałam lokalu, nie miałam sprzętu. Zbliżało się szkolenie, w którym chciałam wziąć udział. Już osoby, którym zdążyłam poopowiadać jaki to jest cudowny sprzęt, na który trafiłam na warsztatach zupełnie niechcący, zdążyły się nasłuchać, różni moi podopieczni, co ja bym chciała, bo się totalnie zafascynowałam tym, jakie możliwości w moim wyobrażeniu miał reformer wtedy, bo go miałam pod sobą przez chwilkę dosłownie, jak stwierdziłam, że ja dobrze wiem, co ja mam z tym zrobić.
W każdym razie skończyło się to tak, że miałam odmowę dofinansowania w momencie, chwilkę przed szkoleniem, na które się bardzo szykowałam. Ustawiłam już cały grafik, wszystkim powiedziałam, że nie będzie mnie na zajęciach w przyszłym tygodniu, bo wyjeżdżam uczyć się, szykować do tego, żeby prowadzić z nimi przepiękne zajęcia. No okazało się, że jednak… jednak nie dostanę pieniędzy, na które czekałam.
Ale miałam wśród moich podopiecznych anioły… anioły stróże, stróże byli wśród nich, którzy tak bardzo widzieli moją chęć pracy na tym sprzęcie, tak bardzo poczuli to moje marzenie, że stwierdziliśmy, że w formie pakietu wykupionego do przodu rozliczymy się za treningi, które będę dopiero z nimi prowadzić i w ten sposób spełnią to moje marzenie.
Więc sprzedając do przodu treningi, swoją usługę, miałam na to, żeby wziąć udział w szkoleniu… miałam na to, żeby zaraz po szkoleniu, trzy dni po szkoleniu sprzęt wylądował w malutkim pomieszczeniu, 12 metrów kwadratowych wtedy miałam pokoik do dyspozycji i pierwszy reformer, który tam pośrodku… tam po tamtej części za słupem stoi, wtedy właśnie w tym pierwszym pokoiku się pojawił.

No i później na tym sprzęcie pracowałam. Pracowałam na nim 3 lata wytrwale w tych 12 metrach kwadratowych, pokazując w międzyczasie, że naprawdę rozumiem, co tym sprzętem mogę zrobić. Doprowadzając siebie do cudownego stanu, bo ja już byłam w momencie takim, że praktycznie nie chodziłam, ciężko mi było się ruszać. Mimo tego, że ćwiczyłam całe życie, no to mój kręgosłup odmówił posłuszeństwa w którymś momencie i ja nie wiedziałam na początku jak z tym poradzić, skoro ruch wywoływał ból? No wyszło, że na sprzętach jestem w stanie ten proces odwrócić; wiedziałam, że jest to czasochłonne, czyli pracujemy z tkanką miękką, nie przyspieszymy tej pracy, że muszę być cierpliwa.
No i to były te pierwsze cierpliwe 3 lata, przy których w międzyczasie tak by osoby, które ze mną pracowały i korzystały z treningu, dowiadywały się, że im to też pomaga, te moje spojrzenie na pracę na sprzęcie rzeczywiście działa i rzeczywiście rozumieją to w jaki sposób te ćwiczenia tłumaczę i ich ciało to rozumie i przynosi to efekty.
W międzyczasie wyszło, że no już dobrze by było mieć swoją firmę, więc wzięłam się już za pracę na siebie, już nie pod kimś, nie w innym miejscu. I to był drugi moment, kiedy dostałam pieniądze z Urzędu Pracy, no bo składałam papiery o dofinansowanie, dokumenty wszystkie potrzebne. Z tego kupiłam beczkę, kupiłam krzesło pierwsze, pamiętam. Natomiast nie było miejsca, żeby na tym pracować, bo nadal miałam pokoik 12 metrów kwadratowych.
Przyszedł newralgiczny moment, kiedy pracowałam 12 godzin dziennie na tym jednym sprzęcie codziennie, mając listę osób oczekujących na miejsce, a ja już nie miałam, nie mogłam go zapełnić, zapewnić. Stąd przeniosłam się do kolejnego lokalu, nagle z dnia na dzień praktycznie podjęta decyzja. 50 metrów kwadratowych z 12 zrobione, tam mogły się sprzęty zmieścić. Natomiast no był sens zmiany lokalu, jeśli byłaby opcja pracować w parach, czyli tak by pogrupować osoby, które już do tej pory ćwiczyły ze mną te 2 czy 3 lata, więc teoretycznie całą tą technikę przerobiłyśmy już nieraz, która była potrzebna na tych sprzętach, mogły te osoby słuchać tego samego będąc obok siebie.

Nastąpił drugi moment, kiedy znowu nie mając środków i możliwości, mimo tej ogromnej pracy, zadziało się to samo, czyli na tej samej zasadzie, z osobami, które wiedziały jak się ze mną pracuje, co osiągniemy i że i tak i tak chcą ze mną ćwiczyć, policzyłyśmy pakiety, policzyliśmy pakiety do przodu. Z kolejnych pieniędzy kupiłam kolejny, drugi reformer, też tam na końcu stoi z wieżą, bo to to samo, wszystkie elementy dodatkowe i drugie krzesełko. I na drugiej powierzchni, na 50 metrach pracowaliśmy sobie kolejne 2 lata, gdzie znowu wszystko się zapełniło. Znowu wszystkie moje godziny pracy były zajęte, znowu nie było miejsca, żeby przyjmować następne osoby. No i stwierdziłam, że już na 50 metrów przenieść się na 100 to będzie półśrodek, ponieważ zapełni się to w pół roku. Stwierdziłam, że kolejna powierzchnia musi być już docelową, w moim wyobrażeniu miała być najpiękniejszą, no i że tak powiem marzenia się spełniają.
Jesteśmy w tym miejscu, które w mojej głowie powstało 7 lat temu jako wyobrażenie totalnie już maksymalne tego, co bym chciała. Tu możemy się już teraz zmieścić w 8 osób, w sensie z założenia w takich ilościach pracujemy. No i te sprzęty i ten lokal był wyposażony i wykańczany dokładnie w ten sam sposób. Okazało się, że nie mam takich środków, które są potrzebne na to, żeby moje marzenie doprowadzić do końca, ale były osoby, które chciały ze mną pracować i wiedziały, że będą chciały ze mną pracować i zrobiliśmy kolejny raz tak samo. Przez ponad rok pracowałam tak by no oddając, czy tak by w tych w puli tych pieniędzy, które potrzebowałam na otwarcie tej części, to tej wersji studia. No ten czas już minął.
Wypracowałam swoje, znowu trzeba było kupę godzin na to poświęcić, ale no to był to był cel, żeby właśnie do tego doprowadzić, także udało się. Wszystko stoi. Nie miałam nic. Nie miałam nic, miałam ludzi, miałam cudownych ludzi, to tak naprawdę to tego się udało, że to byli ludzie, którzy uwierzyli w to, co potrafię, no na podstawie tego, co widzieli, na podstawie tych efektów, które były, ale naprawdę no ja bym sama nie dała rady. To już wszystko dzięki podopiecznym moim.

[Iza] No właśnie, zaznaczmy tutaj, że chodzi o podopiecznych, bo generalnie prowadzisz studio w sumie sama.
[Edyta] Tak. Sama, dlatego, że to w jaki sposób ja te ćwiczenia widzę, to w jaki sposób chcę je tłumaczyć, nie jest wersją, która jest uczona na szkoleniach. To znaczy ja oczywiście wszystkie szkolenia odbyłam i tak by wszystko rozumiem, co na nich było, natomiast troszeczkę to przetaczam przez swoje ciało i przez swoje rozumienie. I tak naprawdę osoba, która by przyszła z zewnątrz prowadzić też zajęcia, no to ja nie wiem w jaki sposób ona patrzy. Ja nie wiem w jaki sposób ona tą całą wiedzę, którą pozyskała, rozumie, w jaki sposób jest w stanie to wyciągnąć od klientów, od tych podopiecznych, którzy przychodzą.
No nie spotkałam osoby, która by przy pierwszym, drugim, kolejnym spotkaniu, bo próbowałyśmy czasami tutaj się wyuczać, ale to nie te oczy, nie to rozumienie i ja jednak jestem spokojna, jak te osoby, które się do mnie zgłaszają, są rzeczywiście pod moimi skrzydłami. Jeszcze mam siłę, żeby ze wszystkimi pracować, żeby się nimi opiekować. Zakładam, że jak ktoś się do mnie zgłasza po pomoc do mnie, no to ze mną chce tutaj właśnie popracować i to by było co innego jednak oddawać drugiej osobie tych, którzy przyszli po pomoc do mnie.
[Iza] No bo przypomnijmy jeszcze raz, ja o tym wspomniałam na początku, aby zapisać się do Ciebie na zajęcia, to wcale nie jest taka prosta droga, że wchodzę sobie na grafik, klikam i jestem zapisana na grupę. Opowiedz jak Ty sobie to wymyśliłaś?
[Edyta] Na podstawie tej całej pracy, którą przebyłam właśnie przez te pierwsze lata, gdzie no każdy ze mną pracował indywidualnie i pracował rok, dwa, trzy, stwierdziłam, że to w tym była cała siła, że całą tą technikę, rozumienie pracy pilatesowej, rzeczywiście tego konceptu miałyśmy czas omówić, przepatrzeć w każdym centymetrze, być przy tym, jak ciało zmienia układ, przez co inne elementy wychodzą na wierzch, tak? To nie jest proste, to nie jest na pierwszy rzut oka do zauważenia. Tylko właśnie przypatrując się osobie dokładnie, rozmawiając z nią, rozmawiając jak czuje dane ćwiczenia, bo to, że coś pokażemy i raz, drugi się skopiuje, nie oznacza, że ciało zinterpretowało tak jak to miało być zinterpretowane.
No więc system wygląda w tej chwili przy takiej dużej ilości osób, które się zgłaszają, tak, że chociaż te dwa miesiące pierwsze pracujemy indywidualnie. Nie puszczam od razu na grupy, bo uważam, że osoba, która wcześniej nie miała styczności ze sprzętem, znajdując się wśród innych ludzi, którzy nagle na hasła wykonują co co potrzeba, można być, czuć się zagubionym, już pomijając, że no sama ta koncepcja pilatesowa wtedy w tym ciele wystraszonym na pewno nie jest włożona w prawidłowy sposób. Stąd uwielbiam to, że właśnie mam pierwsze dwa miesiące, żeby każdego poznać, też przyuważyć co mu jest potrzebne, czego jego ciało potrzebuje, gdzie jakieś funkcje się zgubiły. Jest czas o tym porozmawiać, zwrócić uwagę w niestresujący sposób, nie na szybko. Na podstawie różnych ćwiczeń mamy czas też, żeby poopowiadać sobie w jaki sposób pracują sprzęty, czyli to jest i już zaznajomienie się z reformerem i zaznajomienie się z wieżą i zaznajomienie się z wunda chair, z tym, w jaki sposób ciało odbiera bodźce z tych sprzętów.
I potem trafiając na grupy, my już znamy swój język, ja wiem co danej osobie jest potrzebne, wiem kiedy na kogo zwrócić uwagę. Czasami to może śmiesznie wyglądać, bo pracuję z jednej strony, a z daleka krzyczę: Anka, popraw brzuch! Na przykład. Bo wiem, że nie trzyma i tutaj nie poprawiam stopy, a tam jednym okiem patrzę czy na pewno wszystko jest okej. Także to jest cudowne, że się znamy, że to już jest taka domowa atmosfera grupy. Jak są ze sobą też zaznajomione, znają się dziewczyny, to to jest zupełnie też inna wewnętrznie atmosfera między tymi osobami. Wiem, że sobie pomagamy. Tutaj nieraz właśnie bardzo fajnie to wygląda też między klientami, jak tam sobie coś podpowiadają, bo oni bardzo dużo już wiedzą też dzięki temu, że właśnie mają tą technikę wykładaną, że my sobie zupełnie inaczej też przedstawiamy to na początku, no to to rozumienie tak jakoś inaczej zupełnie siada w tym ciele i tak by całkowicie na innym poziomie możemy o tych ćwiczeniach rozmawiać.
[Iza] Mhm. A tak z punktu widzenia już totalnie biznesowego, finansowego, ludzie nagle nie odchodzą, kiedy słyszą: no słuchaj, aby dostać się do mnie, to Ty musisz poczekać 2 miesiące?
[Edyta] Powiedziałabym, że większość większy procent jest na tak, bo za chwilkę słyszy dlaczego tak jest. No bo ja nie nie kończę rozmowy na tym, że trzeba czekać, do widzenia, tylko staram się zaznaczyć dlaczego to jest dla mnie ważne, że to właśnie jak chcę tą osobę poznać, chcę wiedzieć co mamy do zrobienia i że to delikatnie namawiam, oczywiście nie zmuszam, natomiast uważam, że będzie z tego zadowolona. No i jeśli ktoś zrozumie przekaz i i chce tym ciałem też się zabrać tak poważniej i spokojnie i tak by z tą konsekwencją w tych ćwiczeniach, wiedzieć, że będzie nad tym więcej czasu spędzał, a nie mniej i że to nie jest jednorazowa zachcianka, tylko to jest praca na dłużej, nie ma problemu, żeby tak by przez ten system przejść. Natomiast zdarza się, że ktoś ma ochotę pójść na zajęcia od razu i w tym momencie: “a a a to nie, no to dziękuję”. Ja też nie mam z tym problemu.
[Iza] A zdarza się, że wracają z takich grup do Ciebie?
[Edyta] A zdarza się, że wracają. Zdarza się, że wracają, albo czasami zdarza się jak ktoś u mnie spróbuje jak jest, później gdzie indziej i wraca, bo mówi: no to nie to tłumaczenie, to nie te oczy, to rzeczywiście tutaj rozumiem co mam zrobić, a chaos się dzieje gdzieś, więc tak, lubię porównania.
Lubię też tą wersję, że na przykład ktoś czeka na miejsce u mnie, zdąży pójść gdzie indziej w międzyczasie, no bo jednak chciał sobie poćwiczyć już, korci, w porządku, a potem po naszym pierwszym spotkaniu, po takiej pierwszej rozmowie półtorej godziny, bo zazwyczaj tak przedłużamy sobie rozmowę plus trening, to nasze pierwsze spotkanie, no słyszę na koniec, że wow, no to jest co innego niż było wcześniej. A ja mówię: wiem. Wiem. No, ale nie jesteśmy w stanie tego przyspieszyć i dla mnie to jest taki spokój później w pracy też.

[Iza] No tak, Edyta tu jest tylko jedna.
[Edyta] Tak. I później mogę nad tym pracować, co sobie wcześniej ukułam, także nie zależy to od kogoś innego, to zależy od osoby, która przychodzi, na ile ma ochotę posłuchać tych wszystkich uwag, rzeczywiście skorzystać z tego czasu, kiedy jesteśmy jeden na jeden. Bo też na ten czas daję zniżkę z okazji, że zmuszam wszystkich do takiego systemu, no to że tak powiem obniżam kwotę za personalny przez te 2 miesiące pierwsze, jakoś tak rozluźnia to wszystkich. Powiedzmy, że troszkę sobie zabieram, ale finalnie patrząc to nie jest zabieranie, to jest na plus i dla mnie jako prowadzącej i dla tej osoby, która przychodzi, bo wszyscy na tym zyskujemy moim zdaniem. Oprócz tego czasu czekania, no ale coś za coś.
[Iza] A wróćmy teraz do sprzętu, bo mówisz, że zaczynałaś od reformera. Czy on od razu też był z wieżą?
[Edyta] Od razu z wieżą.
[Iza] A dlaczego?
[Edyta] Będąc w studiu, które było te 7 lat temu wyposażone w pełni, przyuważyłam możliwości jakie daje wieża, no bo wieża to jest taka mniejsza wersja cadillaca troszeczkę, można powiedzieć. Czyli oprócz tego o tych oprócz tych elementów podwieszonych praktycznie mamy wszystko połączone w jednym sprzęcie. Stwierdziłam, że na 12 metrach jeszcze nie miałam miejsca, ale że na pewno się doczekam takiego momentu, kiedy miejsce będę miała i kiedy będę mogła z wieżą popracować też w tą drugą stronę, no bo możemy leżeć, tak, na łóżku, korzystać w tą stronę ze sprężyn i z tych wszystkich systemów, które są, a możemy naciągać też sprężyny w drugim kierunku, tam gdzie właśnie tutaj jest zostawiona przestrzeń, żeby móc z tej z tej części też korzystać. No, no zakładałam, że się doczekam i się doczekałam. Także wierząc w rozwój i w to, że będę mogła później więcej zrobić na tym sprzęcie, już stwierdziłam, że stawiam tylko na te wieże i teraz no super, no bo korzystamy z tej rozbudowanej części wszyscy na grupach.

[Iza] A powiedz mi, czy widzisz dużą różnicę między tymi już 7-letnimi reformerami a tymi, które dokupowałaś po drodze?
[Edyta] Dużą różnicę nie, natomiast wiem, że są z innych elementów zbudowane, na przykład footbary, znaczy w sensie z innego materiału, nie? Czyli na przykład widać różnicę takie systemowe, które jakieś nowości, które wchodziły, może jakieś inne rozwiązania materiałowe. Bo ten 7-letni ma cięższy footbar, on tam konkretnie tak dosyć ciężko chodzi, a te kolejne są dosyć leciutkie, nie? Jakby sam materiał w ogóle jest lekki. Czyli ten system czuć było, że się zmienił inaczej, w międzyczasie to zaczęło działać. Rozpoznaję, bo jest emaliowana wieża. Czyli te moje są szczotkowane starsze, nowsze tu wstawiane do studia są emaliowane i to by było na tyle.
Ogólnie rzecz biorąc najstarszy reformer pracuje najwięcej, tak zawijając do niego jeszcze, bo nie dość, że był eksploatowany wcześniej wtedy, kiedy był tylko jeden, to tak naprawdę teraz ja na niego każdą nową osobę kładę. Jest tak położony, że mi jest najwygodniej dookoła niego krążyć i wychodzi na to, że po prostu ten najstarszy, 7-letni reformer potrafi pracować jeszcze do tej pory po 10-12 godzin dziennie, nie? Będąc używany i na personalnych i na grupach, więc no jestem pod wrażeniem. Jestem pod wrażeniem wytrzymałości sprzętu, naprawdę.
Bo no się zdarza oczywiście tutaj, każdego przez to, że uczę, no to nie są trzaskane, nie są obtłukiwanie te elementy, tutaj każdy wie jak się sprzętem zająć i to też jest część edukacji na początku. Więc cudownie jest tą ciszę słyszeć, a nie stukanie w trakcie przerw i schodzenia ze sprzętu i tak dalej. Tutaj jestem bardzo dumna. Każdy bardzo dobrze wie jak ten sprzęcik obsługiwać. No i żywotność się przedłuża pewnie też przez to. Także tak, super, działa idealnie.
[Iza] Oprócz reformerów masz też inny sprzęt. Opowiedz troszeczkę dlaczego ten sprzęt znalazł się w Twoim studiu i co to za sprzęt przede wszystkim?
[Edyta] Znaczy jak wyłapałam też już na początku ze wszystkich informacji, że system pilates to jest oparty na wszystkich sprzętach wspólnie na raz jako koncepcja, która się łączy. No więc wyhatrywanie kawałka tego sprzętu nie daje wszystkich bodźców dla ciała, które mogłyby być przećwiczone. Także to była po prostu droga po kolei, którą trzeba było przejść. No szkolenia były podzielone sprzętowo i w sumie to tak jak później na nie trafiałam, tak do kolejnych sprzętów dochodziłam. No też było sens zrobić szkolenie, jeśli miało się sprzęt za chwilkę później u siebie, także stwierdziłam na 12 metrów wstawiłam krzesło do tego pokoika pierwszego. Dopchnęłam jeszcze krzesło wtedy, żeby chociaż to, co na wprost jest do zrobienia, było dostępne już szykując się do przejścia na większą powierzchnię.
Ale podobało mi się przede wszystkim to właśnie, że to jest jeszcze inne zadanie dla ciała znaleźć się na wunda chair, jeszcze co innego będzie na beczce, no na beczce się wygina, no to żaden inny sprzęt nie daje gięć, wygięć i tego podparcia w trakcie. No, więc głównie o to chodziło, że chcąc ogarnąć wszystko, trzeba mieć wszystko w takim wypadku, nie? Wiadomo, że teraz dochodzą dodatkowe elemenciki, jeszcze się pojawiają dodatkowe sprzęty, które uzupełniają pracę, no ale ta baza to i tak dużo czasu, także uzupełniać rzeczywiście będę, pewnie będę się też zagłębiała w jakieś dodatki. Natomiast na początku to jest taka nowość i tak dla każdego, że te 5 sprzętów, wszystkie ćwiczenia, parę lat mamy z głowy, żeby opanować technicznie pięknie to, co jest na nich do zrobienia.

[Iza] Nie wiem, czy to też dobrze już wybrzmiało tak klarownie, jesteś też instruktorką bodyART? Co to takiego?
[Edyta] 17 lat. 17 lat. To jest trening, który mnie na początku ściągnął nazwą, bo jestem taka body i taka art, że… Nie, generalnie to wyglądało to tak, że moją pierwszą fitnessową szefową jest Marta Tymoszewicz-Bednarz, to jest właścicielka polskiej szkoły bodyARTowej. I tydzień po tym, jak mnie przyjęła do pracy w swoim fitnessie we Wrocławiu, miała prowadzić szkolenie drugie w Polsce wtedy bodyARTowe, bo pierwsze było chyba wcześniej w Warszawie pewnie, domyślam się, no tak, w Warszawie było, a drugie już we Wrocławiu tam u nas. Więc rzuciła tylko hasło, czy chciałam wziąć udział w tym szkoleniu, oczywiście mając wielką nadzieję, że tak, a ja jak usłyszałam nazwę, mówię: oczywiście. Co się okazało, trening jest zabójczy, jeśli chodzi o intensywność, zależy się oczywiście od tego, którą wersję się bodyARTu prowadzi, ale funkcjonalny ruch i to, w jaki sposób można połączyć ruch z tą stabilizacją znowu wziętą z pilatesu i to, w jaki sposób wtedy oddech się prowadzi, no mnie zaczarowało. Ja ogólnie bardzo lubię mądre treningi, takie nie tylko, żeby odwzorowywać ruch konkretną ilość razy i w seriach, tylko rzeczywiście, żeby to ciałko rozumiało, co się z nim dzieje w trakcie ćwiczeń i dlaczego takie a nie inne ćwiczenia wykonujemy i takich staram się treningów tutaj używać i bodźcować nie tylko w jeden sposób, ale właśnie tych moich klientów na różne sposoby tym ruchem tutaj zarażać.
[Iza] Czyli ten bodyART skierowany jest do Twoich obecnych podopiecznych, bo z zewnątrz tak sobie raczej nikt nie wejdzie?
[Edyta] Znaczy problem polega na tym, że moi podopieczni zajęli wszystkie miejsca. Jak rzuciłam hasło, że wprowadzam bodyART, no bo wcześniej przede wszystkim chciałam pokazać sprzęty, to była nowość, ale że no bodyART i licencja musi być odnawiana co 2 lata, jeszcze ostatnio było 20-lecie bodyARTu w Polsce, więc Robert Steinbacher był ściągany z Nowego Jorku, żeby nas odwiedził. Polska była pierwszym krajem, który z nim współpracował, także sentymentalnie bardzo. Było 20-lecie bodyARTa, no i tak mi na świeżo, że tak powiem powiało, mówię: ach, no jest ta siła z tego pilatesu z naszych sprzętów tutaj, trzeba by to w 3D wrzucić i ten bodyART mi się pięknie wkleił.
No właśnie, no ale jak rzuciłam hasło dziewczynom, że trening dokładamy, że przeznaczam na to godzinkę, też to jest intensywniejszy trening dla mnie jako prowadzącej, no bo nie jestem przed sprzętami, tylko rzeczywiście razem ze wszystkimi ćwiczę, muszę zmierzyć siły na zamiary, no i jedna godzinka i zapełniona. I wtedy sprzątamy sprzęty, mamy miejsce nie na 8 osób tak jak w czasie jak są zajęcia grupowe na sprzętach, mamy miejsce na 16 osób. No już jest wtedy pełno, więcej się nie wciśnie. Trzeba by było kolejną godzinę przeznaczać, a tu już się ja zastanawiam, na ile jestem w stanie mieć siły dla wszystkich rzeczywiście. No ale znowu, gdybym wzięła kogoś innego, to to nie będzie to prowadzenie jakie ja bym chciała wszystkim dać i się kółeczko zamyka.
[Iza] Dokładnie. Wspomniałaś o dziewczynach, a czy mężczyźni też odwiedzają Twoje studio?
[Edyta] Tak, odwiedzają i to też od samego początku. Na całe szczęście miałam od samego początku mieszane grupy. Całkiem to było fajne, znaczy mieszane grupy, mieszane składy tych treningów. Generalnie u panów chodziło w pierwszej kolejności zazwyczaj o sprawy pooperacyjne, powypadkowe, rozciąganie, no bo oni zazwyczaj na siłowni czy te treningi siłowe części sami już wcześniej prowadzą sobie, trenerzy im prowadzą. Natomiast są problemy z rozciągnięciem, z zakresami, wtedy w czasie takich treningów zazwyczaj komuś wydaje, że nie potrzeba wcale rozciągania na koniec, no to się później odbija. Także z tym zaczynaliśmy, natomiast bardzo szybko też lubię pokazać panom, że to nie jest taki łatwy trening, że tutaj też można dużo od siebie z siebie wycisnąć, dużo siły potrzeba, stabilizacji i innych dodatkowych elementów, które są dla nich ciekawe.
I raz było tak, że zostawiłam, inaczej, zostawiłam im pomysł, jakie ćwiczonka mieliby w taki trening sobie wrzucić, w sensie mieli wymienić te, które lubią, a ja mówię: no popilnuję was technicznie. I byłam ciekawa, które ćwiczenia powybierają. No same te takie hardcorowe wybrali! No ja: aha, czyli rozciągania nie lubią, czyli z tego trzeba ich piłować! Przede wszystkim, bo wiadomo, że ciałko leci za tym, co już umie zrobić, a omija ruchy, których nie umie lub mniej lubi, no nie? Mówię: no od razu pokazali, że dla nich rozciąganie jest trudne i to, co rzeczywiście tutaj może zwracać naszą uwagę. Natomiast oczywiście zależy od potrzeby, bo ja lubię spotkać się z grupą, nie układać wcześniej jako tako planu treningowego, tylko widząc ludzi, słysząc, o czym rozmawiają, wchodząc: a tu mnie boli, a tam dzisiaj ściągnąłem, krzywo spałem. Ja wtedy na bieżąco w sumie praktycznie układam trening, który uważam, że na dany dzień będzie idealny i w punkt i często na koniec na przykład słyszę: no jakbyś w myślach mi przeczytała! Mówię: no nie przeczytałam, tylko słyszałam, co mówiłeś, jak wchodziłeś na salę!
No więc przekonałam się, że właśnie układanie treningów wcześniej z założenia, że ktoś będzie w takim albo innym stanie jak przychodzi, też nie jest do końca fajne, bo tracimy czas, bo ja potem i tak ten trening przerabiam, jak już osoby rzeczywiście spotkam. Tak, panowie są, grupy mają 2 razy w tygodniu, nie zapełniają całej grupy, ale kolejni są w przygotowaniu, więc…
[Iza] Więc zaraz zapełnią.
[Edyta] Zaraz zapełnią, zaraz zapełnią. Tutaj ci moi obecni to są też śmieją się, bo na ten moment zajmują jedną stronę, a jak będzie ich więcej, to będą musieli się podzielić na 2 sprzęty, czyli tak już dziewczyny na pamięć znają ten typ, że używamy w czasie jednej godziny sprzętów reformerów i coś dodatkowo z drugiej strony i po połowie czasu się zamieniamy, tak to mniej więcej działa. No, panowie byli przyzwyczajeni, że są po jednej stronie, a teraz jak mają się podzielić, no to stwierdzili, że jest trudniej, bo muszą dłużej robić to samo ćwiczenie! Bo jak ich mam po jednej stronie, to tak troszeczkę bardziej zmieniam, rotuję, porobią chwilkę, widzę, że się zmęczą, jakoś tak mam potrzebę, nie wiem, czemu od razu reagować na to, że widzę jakieś przytrzymanie na przykład na chwilkę, a jak zostają sami z ćwiczeniami, muszą dłużej na tej jednej stronie popracować, no to albo będą siedzieć i się rozglądać, albo będą robić, no wychodzi, że trzeba cały czas ćwiczyć, że to jest bardziej męczące.

[Iza] Edytko, przeszłaś drogę tak naprawdę od zera do zupełnie pełnego parku maszynowego. Powiedz mi, albo inaczej: jaką jedną radę dałabyś osobie, która jest w tym miejscu co Ty jeszcze te kilkanaście lat temu?
[Edyta] Dużo cierpliwości do pozyskiwania wiedzy, to jest podstawa. No to na tym rzeczywiście później pracujemy, nie na latających filmikach, tylko na tym, co rzeczywiście tutaj na miejscu otrzymuje od nas podopieczny, bo to moim zdaniem to ta dobra opinia i to, co ta osoba poczuje i w jaki sposób się poczuje po całej godzinie, tak naprawdę potem rozsiewa tą dobrą pocztę pantoflową. Ja się zapracowałam. Ja się zapracowałam na śmierć, ale ja lubię pracować i to dlatego może mi było łatwiej, bo dla mnie 10 godzin, 12 godzin w pracy, gdzie jestem zakręcona na punkcie celu, który chcę osiągnąć, to to nie jest praca, to jest przyjemność, że jestem o tyle bliżej, o te parę treningów bliżej, o te parę uśmiechów więcej i mi to dawało siłę.
Co kogoś będzie dopingować, nie wiem. Jeśli tylko finanse, współczuję, bo to nie na tym polega moim zdaniem to, co można z tych sprzętów wyciągnąć. To ta cała praca ze zdrowiem jest tym plusem wielkim, a jeśli przy okazji wychodzi na to, że tych finansów się pojawia więcej, bo się tak dobrze tą pracę robi, no to to jest nagroda! Taka to to jest skutek uboczny, który idzie obok w sumie, ale przy okazji właśnie fajna nagroda, że no tyle osób już teraz się zajawiło na tym sprzęcie, że rzeczywiście mają ochotę korzystać nadal, no bo to też są podopieczni, którzy przez ten cały czas ze mną są. To są osoby, które wiedzą, po co przychodzą, nie chcą zmieniać tylko po to, żeby zmienić miejsce, bo nie są pewni, co w innym miejscu dostaną, a tu są już i zostają i to jest fajne. To możemy się w coraz większych grupach spotykać.
[Iza] I super, i życzę Ci tego czasu z gumy, aby przyjąć jeszcze więcej osób, które z takim uśmiechem będą stąd wychodzić. Więc jeżeli zależy Wam nie tylko na chodzeniu na pilates, ale na zrozumieniu całego systemu, serdecznie zapraszamy do Edyty do PilatesArt Studio w Częstochowie na ulicy Rocha.
[Edyta] Zapraszam serdecznie.
Dziękujemy bardzo za tą piękną rozmowę, mam nadzieję, że zainspiruje wiele osób do działania i do podjęcia walki o swoje, bo da się to zrobić.
[Edyta] Da się, da się.
[Iza] A jeżeli chcecie zobaczyć wszystkie sprzęty, które też Edyta ma tutaj u siebie w studio, wejdźcie na naszą stronę balance-body.pl po więcej informacji i zasubskrybujcie nasz kanał po więcej wywiadów i więcej ciekawych informacji ze świata pilatesu. Bardzo dziękujemy.
Sukces jako nagroda za wiedzę i cierpliwość
Historia Pilates Art Studio pokazuje, że w branży zdrowia i ruchu autentyczna wiedza oraz dbałość o podopiecznego zawsze bronią się same. Edyta Michalak na co dzień pokazuje, że nie trzeba iść na skróty ani kopiować utartych schematów marketingowych, aby stworzyć miejsce tętniące życiem, zaufaniem i lojalnością klientów, którzy zostają na lata. Odmowa natychmiastowego wejścia na grupę w jej wydaniu nie jest przeszkodą, lecz obietnicą bezpieczeństwa i najwyższej jakości opieki trenerskiej. Warto tutaj wspomnieć, że Edyta kształciła się z pilatesu terapeutycznego u Anety Figurskiej w OpenMind w Szczecinie.
Jeśli marzysz o własnym studiu lub chcesz wejść na wyższy poziom trenerski, pamiętaj o najważniejszej radzie Edyty: uzbrój się w cierpliwość do pozyskiwania wiedzy, słuchaj ciał swoich podopiecznych, a sukces biznesowy przyjdzie jako naturalna nagroda za dobrą pracę. Osoby z okolic Częstochowy mogą przekonać się o tym osobiście przy ulicy Rocha, a pasjonatów sprzętowego pilatesu zapraszamy po dawkę inspiracji i wiedzy sprzętowej na naszą stronę balanced-body.pl.
Odwiedź Pilates Art Studio:
IG: https://www.instagram.com/pilates_artstudio/
FB: Edyta Michalak Pilates Art
Adres: Św. Rocha 219 A; 42-221 Częstochowa
Jestem absolwentką studiów z ekonomii menedżerskiej oraz finansów i rachunkowości, ze specjalizacją w marketingu. Od 2018 roku pracuję jako Copywriter w Balanced Body, gdzie tworzę treści marketingowe dla branży fitness i pilates. Moją szczególną umiejętnością jest przekładanie złożonych zagadnień na przystępny język oraz trafna analiza potrzeb grup docelowych. Poza pracą jestem pasjonatką fireshow i siatkówki, co pozwala mi lepiej rozumieć potrzeby osób aktywnych fizycznie.
Z ruchem jestem związana od lat - jestem certyfikowaną instruktorką bodyART z ponad 17-letnim stażem, a moje fundamenty pilatesowe budowałam u Anety Figurskiej w szkole Open Mind w Szczecinie. Prowadzę PilatesArt Studio w Częstochowie.
W swojej pracy łączę pasję do precyzji z terapeutycznym podejściem do ruchu. Wiem, czym jest ból kręgosłupa i jak skutecznie z niego wyjść za pomocą maszyn do pilatesu. Studio prowadzę w 100% samodzielnie, dbając o to, by każdy podopieczny przed dołączeniem do kameralnej grupy przeszedł dwumiesięczne przygotowanie 1:1. Pilates Art to miejsce zrodzone z determinacji i zaufania moich klientów - przestrzeń, w której technika, spokój i zrozumienie anatomii przekładają się na trwałą sprawność i siłę.


